GISZOWIEC.

Czy pamiętają państwo film Kazimierza Kutza 'Paciorki jednego różańca' , będącego zamknięciem jego filmowej trylogii ('Sól ziemi czarnej' i 'Perła w koronie')?Zostały w nim uwiecznione autentyczne momenty niszczenia starego Giszowca i tragedii ludzi, którzy tam od pokoleń mieszkali. Ale chyba jednak trzeba zacząć za rają (po kolei) od początku.

 

Nomen omen jest początek XX wieku. Powstająca kopalnia węgla 'Giesche' potrzebuje rąk do pracy. A jak lepiej zwerbować i zatrzymać pracowników, niż stwarzając im możliwość osiedlenia się w miarę godziwych warunkach? Wybudowanie górniczego osiedla wraz z niezbędnym zapleczem socjalno- usługowo- handlowym,dla 600 rodzin, spółka 'Giesche' zleciła dwom architektom, Georgowi i Emilowi Zillmannom. Ci zaprojektowali coś, co nazwali miastem-ogrodem. Wzdłuż ulic ciągnęły się szeregi domków, wybudowanych na wzór śląskich wiejskich budynków. Domy jedno lub dwurodzinne stały w pięknych niewielkich ogródkach. O każdej porze roku osiedle prezentowało się urokliwie.

 

Górnicze osiedle w Giszowcu

 

Mężczyźni szli do pracy na grubie (w kopalni) a kobiety zajmowały się gospodarstwem i dziećmi. Chodziły do sklepów w specjalnie wybudowanym pawilonie o długości 100 m. Zgodnie z grafikiem niosły pranie do osiedlowej pralni (ze względu na wilgoć był zakaz prania w domach).Do domu wracały z suchym wymaglowanym praniem. Zadbano o elektryczne suszarki i takiż magiel! Chodziły do łaźni z dziećmi (mężczyźni kąpali się w łaźni kopalnianej).

 

Gospodarstwo - Giszowiec

 

Życie toczyło się spokojnie, utartym torem. Dzieci chodziły do jednej ze szkół (polskiej, niemieckiej i ...amerykańskiej (sic!). Mężczyźni po pracy spotykali się w karczmie na piwie, w istniejącym do dziś 'Dworku pod Lipami'. Mijały lata. Przez Giszowiec przewalała się historia. Najpierw, po trzech powstaniach i plebiscycie nastała tu Polska! Niemieccy akcjonariusze 'Gische' wyjechali do Niemiec, a na ich miejsce zjawili się inżynierowie i technicy ze Stanów Zjednoczonych, bo to właśnie spółka z antypodów kupiła poniemiecki majątek.

 

 

Amerykanie chcieli mieszkać jak u siebie i na południowym skraju osiedla, powstała mała kolonia domów jakby żywcem przeniesiona z Ameryki. Po pracy odpoczywali na 18-dołkowym (niestety nieistniejącym) polu golfowym. Domki, oraz stojąca nieopodal 36- metrowa wieża wodna, cieszą oczy do dziś. Wieża ma już 108 lat i przez większość tego czasu zapewniała dostawy wody dla całego osiedla.

 

 

Zmieniały się czasy, ustrój, rządzący, ale wydawało się, że nic nie zakłóci spokoju tego uroczego zakątka. Niestety nadszedł rok 1964, w którym wydobycie rozpoczęła kopalnia 'Staszic'. Ona podobnie jak parędziesiąt lat temu kopalnia Gische', też potrzebowała rąk do pracy. Zapadła decyzja, o wyburzeniu starego Giszowca i postawienia na jego miejscu potężnych betonowych, 10-piętrowych wieżowców. Zanim skutecznie zdołał zadziałać konserwator zabytków - o ile miał coś w ogóle do powiedzenia, wobec partyjno-rządowego ukazu -buldożery zrównały z ziemią ...2/3 Giszowca. Była to zbrodnia na architekturze. Ale nie tylko.Dawni jego mieszkańcy zostali zmuszeni do wprowadzenia się, do jak to nazywali 'szufladek' w wielkich budynkach.

 

 

Tu wracamy do początku naszego opowiadania. O ile jeszcze młodzi, łatwiej adaptowali się do nowych warunków, to starsi nie wyobrażali sobie życia, bez swojego ogródka, komórek w których trzymali króliki, drób, lub tak popularne tu gołębie. Rozgrywały się prawdziwe dramaty. Ci ludzie, brutalnie zostali oderwani od korzeni i przeniesieni w obcy, niezrozumiały świat. A jednak 1/3 miasta-ogrodu ocalała. Czasem spacerując po tej zabytkowej części, udaje się nie dostrzec szpetnych betonowych klocków. Z każdym krokiem nie tylko zagłębiamy się w starych uliczkach, nie tylko poddajemy się urokowi tych zachowanych fragmentów. Zanurzamy się w historię i atmosferę dawnych czasów. Wyobraźnia podsuwa obrazy dawnego życia. Gdzieś obok pędzi w obłędnym tempie Xxi wiek, ale to nas absolutnie nie dotyczy. My na parę godzin, przeniesieni zostaliśmy w minione czasy. Towarzyszymy np. twórcom obrazów, zwanych 'grupą janowską' czyli jak brzmi oficjalna nazwa' - Kołem malarzy Nieprofesjonalnych.

 

 

Podziwiamy domek, zwany 'Gawlikówką' od nazwiska jego utalentowanego plastycznie, lokatora.

 

 

Ileż w tej twórczości jest prostego, może naiwnego naiwnego piękna. Jak opisać słowami malarstwo Teofila Ociepki, Ewalda Gawlika czy też Erwina Sówki? Na ich obrazach uchował się dawny świat, tradycje i piękno tej ziemi.

 

 

Oj, bywało też ciekawie, kiedy podczas twórczych spotkań, nieco wzmocnionych(!) dla potoczystości dyskusji ,nie jeden twórca nie mogąc znieść krytyki, rozbijał obraz o podłogę czy kant stołu. Historia milczy czy nie bywało, że obraz ulegał unicestwieniu na głowie oponenta. Dużo by pisać Ale żadne słowa nie oddadzą klimatu i piękna tego zakątka Katowic. Szanowny Gościu naszej śląskiej metropolii, jeśli nie chcesz wrócić do domu, nie znając tak naprawdę Katowic, to musisz tu zajrzeć. Tu i w jeszcze jedno miejsce tuż obok .Ale jak się mówi na Śląsku: ino po leku (tylko spokojnie, powoli).

Maciej MastalskiMaciej Mastalski pasjonat turystyki, wykładowca Uniwersytetu III go Wieku w Tychach

Nasi klienci dostają kartę partnerską...