NIKISZOWIEC

Pamiętają Państwo, że wysiedliśmy z Balkan Ekspresu na przystanku Szyb 'Poniatowski' daw. Nikisch Schacht -  obecnej kopalni 'Wieczorek' daw. 'Gische'.

Przed nami widnieją ceglane, nieco przybrudzone mury. Zwarta zabudowa, prowadzące do wnętrza bramy, przywołują na myśl średniowieczny zamek. Zapraszam do środka. Idziemy ulicą ograniczoną po obu stronach 3-kondygnacyjną zwartym szeregiem budynków tworzących zamknięte pierścieniowo bloki.

 

 

Uprzedzam pytanie. Takich pierścieni jest tu dziewięć. Każdy z tych trzykondygnacyjnych piercieni jest połączony z blokiem sąsiadującym, nadwieszką (zadaszony mostek) przerzuconą nad ulicą. Wejdźmy przez ajnfart na podwórze. Dawniej znajdowały się tu pomieszczenia gospodarcze: chlewiki, komórki a nawet piec do wypieku chleba. Obecnie znajdujemy się nagle w innym świecie. Zieleń, drzewa owocowe, trawniki, krzewy łagodzą surową czerwień cegły. Wracamy na ulicę.

 

 

Już trochę oswojeni z surowym pięknem budynków, zaczynamy się im baczniej przyglądać. Coś niesamowitego. Każdy z licznych portali ma inne zwieńczenie. Nie ma ani jednego takiego samego wykuszu lub posadowienia okna. Na murach widać wykonane z ze zmyślnie ułożonych cegieł różne ozdoby. To nie jest sztanca, to coś więcej, co stanowi o tym, że dostrzegamy nowe pokłady piękna i orientujemy się, że jesteśmy w kultowym wyjątkowym miejscu.

 

 

 

Jeśli mowa o wyjątkach to jest nim potwierdzający regułę jedyny czasami powtarzający się motyw. To skrzyżowane ze sobą młotek i żelazko, tradycyjny emblemat górniczy. Zachwycają łuki podcieni na rynku czyli Placu Wyzwolenia.

 

 

 

Elegancją gotyckich zachwycają stropy przewiązek i krytych przejść. Sprawdzamy wnętrze innego czworoboku budynków. To nie był wyjątek. Tu też jest zielono i przytulnie. Ławeczki zapraszają do odpoczynku i rozkoszowania się spokojem.

 

Nadchodzi nas refleksja. Kto to wszystko tak zaplanował. Kim są Ci którym na początku XX wieku chciało się budynki niby zwykłego górniczego osiedla, tak pięknie ozdobić. Już znamy tych panów to Emil i George Zillmannowie .Tym razem postawiono przed niemi znacznie trudniejsze zadanie. Na obszarze 4 razy mniejszym niż Giszowiec, mieli pomieścić 4 razy więcej ludzi, niż w sąsiednim osiedlu. Jak widać wywiązali się z tego zadania po mistrzowsku. Oprócz budynków mieszkalnych w tę blokowo-pierścieniową zabudowę, wpletli budynki użyteczności publicznej (szkołę, dom dla górników- kawalerów na 560 łóżek, szpital).

 

Oczywiście znalazło się też miejsce na kościół, którego bryła zamyka jedną z pierzeji rynku. Wspaniale wkomponowany w architekturę, całego zespołu mieszkalnego. Kamień węgielny wmurowano w 1914r. Budowę przerwał wybuch I wojny światowej. Ostatecznie świątynia pod wezwaniem św. Anny została konsekrowana w 1927r.

 

 

 

Proszę sobie wyobrazić, że jakieś 25-30 lat wstecz, ktoś wpadł na pomysł by kościół ... otynkować!? Na usta cisną się różne inwektywy pod adresem pomysłodawcy. Ograniczę się do jednej, możliwie przyzwoitej uwagi. Na taki pomysł nie wpadło by nawet 10 dobrze odżywionych wariatów. Nie wiem czy to przejdzie przez cenzurę, ale spróbuję.

 

Zachowując ciszę i powagę należną takiemu miejscu przekraczamy jego próg. Kościół wybudowany w stylu neobarokowym na planie krzyża. Nad skrzyżowaniem nawy głównej z transeptem znajduje się bazylikowa kopuła, z wymalowanymi postaciami świętych i błogosławionych. Ze stropu zwisa wielki żyrandol. W bocznych nawach znajdują się ołtarze Matki Bożej i Świętej Barbary - patronki górników. Godne uwagi są: chrzcielnica typu kielichowego, ambona, droga krzyżowa malowana według wzoru Fugla. Witraże wykonane przez firmę Georga Schneidera z (Regensburga). Chlubą parafii są 75 głosowe organy zbudowane w 1927 r. przez firmę braci Rieger z Karniowa w Czechach.

 

 

Z boku kościoła mur z tabliczkami na których znajdują się nazwiska górników, którzy ponieśli śmierć w ciemnych czeluściach węglowych wyrobisk. Na Memoriale widnieją zarówno daty z początku wieku XX, jak i całkiem współczesne. Ziemia niechętnie oddaje ludziom swój czarny skarb. Nie raz każe sobie zapłacić najwyższą cenę. Cenę życia!

 

Zanim odpoczniemy po tym 2-godzinnym spacerze, to warto wejść do muzeum w budynku z boku rynku (Placu Wyzwolenia) .Cieszą oczy prezentowane obrazy członków grupy janowskiej. Zobaczymy dawne wyposażenie mieszkań ale i np. magla. Po wyjściu mijamy jeszcze tablice pamiątkową, informującą, że osiedle jest wpisane na listę pomników historii, by na koniec zasiąść w jednej z dwu kawiarni.

 

 

Może to być Cafe Byfyj Nie wiecie co to byfyj? To po prostu kuchenny kredens i w związku z tym taki jest wystrój wnętrza. .Zresztą życie każdej śląskiej rodziny toczyło się właśnie w kuchni.

 

Nie chcecie do kuchni? Proszę bardzo. Idziemy do Zilman Tea & Coffee. Odpowiada? Nie?

 

 

No to ostatnia propozycja. Restauracja STIG (Stowarzyszenie Techników i Inżynierów Górnictwa). Tylko proszę się nie skarżyć na ceny. Z drugiej strony serwują tutaj regionalne potrawy. Pyszne, więc jednak warto! Smacznego!

 

 

 

Pełni wrażeń opuszczamy unikatowe osiedle i jego mieszkańców, którzy ze stoickim spokojem znoszą ciągłe odwiedziny turystów. A jeśli przez przypadek zamieszkacie w naszym hostelu na początku zimy, to koniecznie musicie skoro świt 4 grudnia, przyjechać na 'Nikisz' by posłuchać i zobaczyć górniczą orkiestrę dętą w galowych mundurach, która swoim przemarszem zaczyna obchody najważniejszego górniczego Świta.

Maciej MastalskiMaciej Mastalski pasjonat turystyki, wykładowca Uniwersytetu III go Wieku w Tychach

Nasi klienci dostają kartę partnerską...